17 lutego 2014

Ciągl dalszy nastąpił...

Witajcie kochani!

    Postanowiłam oficjalnie zakończyć część pierwszą, gdzie oczywiście Evie żegnała się z Harrym i powróciła do swojego kraju. Dlatego również założyłam nowego bloga dla części drugiej. Przyczyny są, ale to chyba nie robi żadnego kłopotu, prawda? Po prostu wchodźcie tam (link w notce poniżej), dodawajcie do obserwowanych, przeczytajcie króciutki prolog i komentujcie.
    Ja wciąż czytam kilka blogów, które uaktualnie w zakładce na blogu części II już niedługo.
   PS: Znacie jakieś fajne strony z szablonami? Piszcie na nowym blogu.


Brief Encounters {GTBU II}



Liv.

12 listopada 2013

CHAPTER 14: Take a chance.

Witajcie! ;*

Nie pisałam, czekałam na więcej komentarzy, chociaż te 15. Trochę za mało jest, zwłaszcza, że przybyło obserwujących, a reszta dalej ma gdzieś. No cóż, jeszcze jeden wpis się pojawi do końca pierwszej części, a potem zobaczę co dalej. Chociaż mam już plan na drugą część i sądzę, że mogłoby wam się spodobać.
Wiem, że trochę za krótkie, ale chyba dało się już zauważyć, że jak dodaję krótki to zaraz pojawia się drugi rozdział :) Więc spodziewajcie się niedługo. Tylko proszę o komentarze!
Ah, i przepraszam ponownie za błędy - nie sprawdziłam dokładnie, gdyż ponieważ brakło czasu ;)

 - Podaj mi prosze te koszulke z łóżka.
 - A może by tak po prostu razem tam po nią pójść? - Harry zamruczał wprost do mojego ucha całując mnie po szyji i przykucnął tuż za mną.
 - Przecież wiesz, że próbuję się spakować wczesniej żeby mieć potem więcej czasu z wami. - odwróciłam głowę ku niemu.
 - Wiem, wiem. Szkoda tylko, że musze jeszcze tym czasem podzielić się z Lou, no i resztą. - pokręcił głową.
 - Nie martw się. Pojade do domu i za jakiś maksymalnie miesiąc jestem z powrotem w Londynie. Wy załatwicie kilka spraw jako One Direction, a ja poukładam sobie wszystko w swoim kraju.
 - A potem będziemy razem i będziemy mieć czas na wiele różnych, ciekawych rzeczy... 
 -... jak czytanie razem książek. - odpowiedziałam śmiejąc się pod nosem kiedy miał już pocałować mnie w usta.
      Hazza odsunął się ode mnie zaskoczony, lecz widząc moją rozbawioną minę jedynie poczochrał mi włosy, które opadając w dzikim nieładzie zasłoniły mi szczelnie obraz na świat.
 - Nie rób tak!
***
      Wciąż było wcześnie, zbliżała się dopiero dwunasta w południe. Wciąż czekał mnie cały dzień pełen wrażeń. Ostatni dzień spędzony razem z nimi, a na pewno ostatnie pewne momenty, w które jestem w stanie uwierzyć, że naprawdę się wydarzą.
      Sama nie wiem, nikt tego nie wie, co wydarzy się dalej i jak los ułoży ścieżki w życiu każdego z nas. Oby wszystko było tak samo, bo każdy aspekt mojego życia toczy się ku najlepszym torom jakie mogło tylko obrać. Mam wszystko czego potrzebuję - kochanego Lou, resztę chłopaków, Stevena, Eleanor i Hazzę, który w końcu zdaje się powoli otwierać na nowy związek, a raczej na przyszłość, która maluje się w jego oczach dość pozytywnie.
      Chowałam właśnie sznurówki od lewego buta kiedy Louis chwycił mnie za rękę i wybiegł z domu.
 - Nie traćmy czasu! - krzyknął śmiejąc się słodko pod nosem.
      Zabrał mnie w najzwyklejsze, a zarazem najbardziej czarujące, miejsce jakie znałam w tym mieście - nad jezioro, które leżało praktycznie w centrum jednego z parków leżących na bardziej odludnionych rejonach Londynu. Pomyślał nawet o koszu piknikowym, który zapełnił po brzegi naszymi ulubionymi przekąskami i ciastem, które jedliśmy kiedy któreś z nas było smutne, ot tak na poprawę humoru.
 - Spakowana?
 - Mhm. - mruknęłam z łyżeczką w buzi.
 - Wybijesz sobie zębicha, kochana.
 - Dobra, dobra. Już. - powiedziałam uśmiechając się do niego promiennie i wyciągnęłam sztuciec z ust. - Wiesz.. Mimo, że wrócę to i tak jest mi smutno, że muszę się z wami rozstać. Nawet na te chwile.
 - Oj wiem. - przytulił mnie do siebie lewym ramieniem. - Tak jak wspomniałaś - wrócisz. Pojechałbym z tobą, żeby dotrzymać ci towarzystwa w czasie załatwiania tych wszystkich nudnych papierkowych robót czy co tam będziesz robić. - wywrócił oczami.
 - Wiem Lou. Macie dużo terminów teraz, prawda? Wywiady, koncerty i inne.
 - No tak, ale i tak jest mi głupio.
 - Nie powinno ci być. Przecież jestem już dużą dziewczynką i potrafię o siebie zadbać. - spojrzałam na niego radosna.
 - No tego... Harry też na pewno potrafi dobrze się tobą zająć, ale..
 - Lou!
 - No co? To też mój przyjaciel. - zaśmiał się. - Podobno nie jesteś taka nieśmiała.
 - LOU! - krzyknęłam speszona. Na szczęście jedynie jakaś starsza para spojrzała w naszą stronę kiedy przechodziła tuż obok. - Nie wierze... Czy.. o czym wy...
 - O niczym takim, słowo! - uniósł ręce w geście poddania. - Po prostu się cieszę, że wreszcie coś ruszyło do przodu. Oboje was bardzo lubię i życzę wam szczęścia.
 - Też się cieszę. - założyłam włosy za ucho.
      Louis zamilkł na chwilę i wpatrzył się w idealnie dzisiaj niebieskie niebo. Jego myśli zdawały się być zupełnie inne niż zamazana białymi chmurami niebieska płachta wisząca nad naszymi głowami. Nie mówiłam nic, czekałam aż sam powie mi nad czym myśli kiedy poskłada je w jedną całość. Tak również się stało. Odetchnął głęboko, spojrzał na swoje spodnie i uśmiechnął się pod nosem.
 - Chciałbym oświadczyć się Eleanor. - prawie sam niewierząc w swoje słowa spojrzał na moją twarz.
      Totalnie zaskoczył mnie swoim wyznaniem. Nie dlatego, iż nie wierzyłam, że kiedykolwiek do tego dojdzie albo w to, że on nie kocha jej aż tak mocno, ale dlatego, że zrobił to tak nagle. Są w końcu ze sobą już kilka lat i zawsze tak bardzo dobrze się rozumieli, a teraz czas na kolejny krok w ich wspólnym życiu.
 - Louis, to wspaniale! - wymamrotałam wciąż w lekkim szoku. - Myślałeś już kiedy chcesz to zrobić?
 - Dokładnie jeszcze nie. Chciałbym, żeby było to coś wyjątkowego i oczywiście żebyś ty również była wtedy obok mnie, tutaj, w Londynie. No i może troche mi pomogła z planowaniem. W końcu niecodziennie zdarza się coś takiego. - trochę nerwowo, ale z entuzjazmem wypowiedział te słowa. - Po prostu zdałem sobie sprawę, że to z nią chcę spędzić resztę swojego życia, mieć dzieci... Dziwne, czasami mam wrażenie, że za szybko dorośliśmy. - zaśmiał się ponownie.
 - Cieszę się twoim szczęściem, bardzo. - przytuliłam go mocno, a on odwzajemnił mój uścisk.
 - Jeszcze jedno. Nie mów o tym nikomu, nawet Hazzie. Powiem mu, ale chciałem, żebyś była pierwsza.
 - Jasne, nie powiem nikomu.
       Czas leciał nam bardzo szybko i nieubłaganie. Spędziliśmy razem dwie godziny na wspólnych rozmyślaniach o przyszłości, wspominaniu tego co było i co osiągnęliśmy do czasu teraźniejszego. Wciąż niesamowicie wdzięczna byłam, że mam go tuż obok swojego boku i że w każdej okoliczności mogę liczyć na tego idiotę, zupełnie tak samo jak on może liczyć na mnie.
 - Powinniśmy chyba wracać. Ten debil się niecierpliwi. - westchnął Lou uśmiechając się do mnie. - Będziemy mieć jeszcze bardzo dużo czasu dla siebie. Na żywo.
***
     Kiedy przekroczyliśmy próg domu powitał nas Zayn. Ukłonił się nisko w moją stronę i chwytając moją dłoń uśmiechnął się szarmancko.
 - Zapraszamy do stołu. - jego słowa zabrzmiały mi w uszach.
     Wchodząc do jadalni doszukałam się tam Nialla oraz Liama. Nigdzie zaś nie było Harrego, który dopytywał się tak ciągle mnie i Louisa w wiadomościach tekstowych o godzinę naszego powrotu.
      Usłyszałam dzwonek do drzwi, do których od razu z miejsca ruszył Zayn. Po chwili w drzwiach ujrzałam Stevea oraz Erica, jego chłopaka. Wręczyli mi bukiet pięknych różnokolorowych kwiatów, które swoją objętością przerastały moją smukłą osobę.
 - Tak się cieszę, że przyszliście. Witaj Eric. - przywitałam się z niedawno poznanym mi nastolatkiem.
 - Jak mogłoby nas zabraknąć?! - zapytał Steve i przytulił mnie mocno do siebie.
     Wszyscy usiadliśmy przy stole. Tuż po mojej prawej stronie pozostawione było puste miejsce, więc pewnie mój luby również planował przyjść.
 - Wstawać, wznosimy toast! - krzyknął Liam unosząc kieliszek czerwonego wina. Pamiętali, że wolę je od białego. - Za udaną podróż, załatwienie swoich spraw i za szybki powrót do nas!
     Każdy upił łyk czerwonego płynu i ponownie zasiadliśmy na krzesłach.
     Nagle drzwi frontowe trzasnęły z hukiem. Do jadalni wszedł nikt inny jak Hazza. Dyszał próbując złapać powietrze do płuc i uśmiechnął się przepraszająco patrząc mi prosto w oczy.
 - Wybacz, nie planowałem się spóźnić. Chyba niewiele mnie ominęło, co? - spytał całując mnie w policzek i usiadł obok mnie.
 - Nie. Tylko toast. - odpowiedziałam zadowolona.
      Jak się okazało gotował nikt inny jak Harry.
 - Masz już bilet powrotny do Londynu? - zapytał Steve kosztując pierwszego dania.
 - Jeszcze nie. Jak tylko będę wiedziała kiedy na spokojnie się wyrobię z powrotem to kupię.
 - Oby nie zajęło ci to długo. Będziemy tęsknić. - pogroził mi Lou, który zajmował miejsce po mojej lewej stronie.
 - Nam pozostanie jęczenie młodego królewicza. - Liam ukratkiem spojrzał ku Hazzie, którzy wskazał na siebie palcem, jakby zupełnie nic nie rozumiał.
 - W sensie, że mojego, tak?
 - Wiecie co. - Niall przyjął minę myśliciela. - Przyjmuję zakłady. Kto stawia, że Harry nie wytrzyma nawet pół dnia?
 - Ja stawiam, że po godzinie będzie miał fochy. - wystrzelił zupełnie pewny siebie Zayn.
 - Dajcie spokój. Przecież wróci, nikt tutaj nie będzie się rozstawał. - wypowiedział trochę nieśmiale Hazza i pochwycił moją dłoń pod stołem, która spoczywała na moim udzie. - Będzie dobrze.
 - Fajnie razem wyglądacie. - wtrącił Eric.
      Wszystkie pary oczu spojrzały na niego, a chwilę potem przesunęły się na nasze postacie.
 - Właściwie to.. my tak.. trochę nie.. - zaczęłam, ale Hazza ścisnął moją dłoń, która spoczywała pod stołem na moim udzie.
 - Wiemy. - przytaknął bardziej w moją stronę i wszyscy powróciliśmy do jedzenia.
      Uśmiechnęłam sie trochę nieśmiało i wbiłam widelec w rybę, która leżała na talerzu przede mną.
 - Zostaw. - usłyszeliśmy warknięcie ze strony Zayna, który swój wzrok wbił w rękę Nialla zbliżającą się ku jego talerzowi.
 ***
       Zaraz po kolacji zostałam odesłana do salonu. Nie pozwolono mi nawet zanieść naczyń do kuchni, bo jak to ujął Liam to ja jestem ich gościem. Przez całą kolację żałowałam jedynie, że nie było z nami wybranki mojego przyjaciela, ale nie jej wina, że ma teraz napięty grafik i jest trochę daleko od nas.
 - Chodź ze mną. - szepnął do mnie Harry zalotnie uśmiechając się w moim kierunku.
      Wstałam z sofy chwytając jego niesamowicie ciepłą dłoń. Zarzucił na moje ramiona długi czarny płaszcz, chociaż wciąż było dość ciepło, i otworzył drzwi przepuszczając mnie przodem.
      Poprowadził mnie w kierunku tyłu domu, gdzie znajdował się mały dwupiętrowy domek gościnny. Kiedy otworzył drzwi moim oczom ukazał się pokój ubrany w miliony różnokolorowych światełek, które pozostawiały jednak miły dla atmosfery półmrok w pokoju. Cicho grająca nastojowa muzyka rozbrzmiała w moich uszach, kiedy usiedliśmy na sofie. Mój luby sięgnął po szampana, który stał przygotowany wraz z kieliszkami na stoliku.
 - To dlatego przybiegłeś spóźniony na obiad, prawda? - zapytałam dalej lekko zaskoczona.
 - No, zgadza się. - przytaknął i podał mi kieliszek. - Chciałem cię trochę zaskoczyć i spędzić jeszcze trochę czasu tylko z tobą.
 - Udało ci się. Jest idealnie. - uśmiechnęłam się i pocałowałam Hazzę w usta otulając się jego ramieniem.
 - No to skoro spóźniłem się na toast to wznieśmy jeden razem, taki nasz.
 - To za co?
 - Za.. - zastanawiał się i w zamyśleniu oblizał usta. - Za nas.
      Utkwiłam wzrok w jego skupionej twarzy. Nie wiedziałam dlaczego, ale była dla mnie jeszcze bardziej zmysłowa niż wtedy kiedy uśmiechał się do mnie promiennie. Było w niej coś co od razu powodowało u mnie motylki w brzuchu.
 - Żebyś wróciła do mnie szybko i żebyśmy już nigdy nie musieli przechodzić przez coś złego czy skomplikowanego. Chciałbym, żebyś była przy moim boku i żeby wszyscy się o tym dowiedzieli. Czuję, że jestem gotowy na kolejny związek, bo czuję, że... Sam nie wiem. Coś jest w tobie takiego, że nie mogę oderwać od ciebie oczu, a kiedy już skupiam na tobie swój wzrok moje serce niesamowicie przyśpiesza. Wierzę, że jak i ja powalczę o to uczucie to możemy razem przetrwać. - wypowiedział ostatnie słowa wciąż patrząc w moją twarz. Wciąż obejmował mnie jednym ramieniem, a dłonią drugiej ręki głaskał delikatnie mój policzek.
      Sama nie mogłam uwierzyć w jego słowa. Czyżby mój trud się opłacił i mój powrót faktycznie będzie miał sens? Wszystko wskazywało na to, że w końcu dopięłam swego i nasza internetowa przyjaźń przerodziła się w całkiem realistyczne uczucie, które dodawało mojemu życiu barw.
 - Niespodziewałam się, że coś takiego powiesz. - powiedziałam wciąż pochłonięta przez jego spojrzenie.
     Brunet chwycił mnie za podbródek i powoli przybliżał do mnie swoją twarz. Musnął delikatnie moje usta próbując zbudować atmosferę, aż w końcu pocałował mnie trochę bardziej zachłannie.
      Za każdym razem, każdym pocałunkiem i wyznaniem, czułam coraz większą gamę i nasilenie jego emocji, które w sobie nosi. Było w tym coś niesamowicie przyjemnego, a zarazem magicznego. Nigdy wcześniej nie czułam aż tak mocno i nie potrzebowałam niczego innego aż tak bardzo.
 - Chyba cię potrzebuję, wiesz? Bez ciebie już nie czuję się tak samo. - wyznał prosto w moje usta, a nastepnie uniósł trochę głowę dalej ode mnie. - Więc niech ten toast będzie za nas, za nasze szczęście i za naszą przyszłość, za nasze wspólne marzenia i plany. Za bycie razem i dla siebie.
      Brzdęk kieliszków wypełnił wnętrze domku.


Liv.

09 października 2013

CHAPTER 13: With no return.

Witajcie! 
Za niedługo  skończy się pierwsza część - czyli jakieś czternaście lub piętnaście odcinków będzie za nami. Potem mam w planach rozpoczęcie drugiej części, która zajmie również około piętnastu odcinków oraz będzie się również trochę więcej dziać. Mam nadzieję, że wszyscy dotrwamy do końca.
Tak, ponownie nie sprawdziłam błędów przed dodaniem. Potem jak znajdę czas.
PS: Oglądaliście może Dary Anioła: Miasto Kości? Rany, jak mnie nigdy takie coś nie wciąga, tak strasznie mi się spodobało.
 Proszę was o komentarze. Jest 24 obserwujących, ale nie wiem czy ktoś z tych osób w ogóle czyta jeszcze to opowiadanie. Przykro mi to mówić, bo kocham moich bohaterów, ale jeśli nie będę widzieć, że ciągle jest was tu trochę to będę musiała poprzestać na pierwszej części (jeszcze 2 rozdziały). Nie mam za dużo czasu, mam dwie szkoły, więc jeśli jest nas tu tak mało to zmuszona będę pisać czasami dla siebie do poduszki.

Sara P.: Miło mi, że ci się podobała dwunastka :) Ta, zgadza się, mam 21 lat. Dziękuję za znalezienie błędu! Ja, mimo iż zdaję sobie sprawę jak się pisze  poprawnie, zawsze robię jakieś błędy, które przeoczę. Jakoś ostatnio nie mam nawet zbytnio czasu ogarniać głębiej rozdziały. Trochę to zaniedbałam.


'Bo kiedy któregoś dnia obudzisz się, i zorientujesz się, że Ci mnie brakuje
A Twoje serce zacznie się zastanawiać w jakim miejscu na Ziemii mogę być.
Pomyślisz, że może wróciłabyś tutaj do miejsca w którym się spotkaliśmy,
I zobaczysz mnie czekającego na Ciebie na rogu ulicy.'
- The Script 'The Man Who Can't Be Moved'

      Odkręciłam kurek z wodą w łazience tuż przy sypialni. Woda pociekła strumieniem uderzając o porcelanową posackę umywalki, przy okazji kilka kropel spadło prosto pod moją rękę, którą chwilę potem zanurzyłam w cieczy. Robiąc łudkę z rąk złapałam tyle bezbarwnej kaskady ile tylko mieściło mi się w jej środku i chlusnęłam nią delikatnie w kierunku twarzy całkowicie ją obejmując.
      Spojrzałam na odbicie chudej, bladej dziewczyny. Usta wciąż drgały jej od pocałunków, tych zachłannych i tych subtelnych, oczy, których źrenice były powiększone, jakby właśnie zarzyła jakiś narkotyk, a policzki miała w odcieniu różu, bo wciąż przeżywała każdą chwilę spędzoną z brunetem, chociaż jego dawno nie było już w pokoju.
      Złapałam się za serce czując jak przyśpiesza z jednej sekundy na drugą.
      Dzisiaj wieczorem wychodzimy do klubu Stevea. Nie widzieliśmy się od czasu kiedy jego interes stał jeszcze niewykończony. Specjalnie dla nas poczekał aż wrócimy z wyjazdu, ponieważ chciał świętować dzień otwarcia razem z nami. Tak ku pamięci.
      Wyszłam na korytarz, na którym spotkałam jedynie biegnącego w stronę swojego pokoju Nialla. Widocznie znów umówił się z fanami na wideo konferencję. Wyjątkowo to uwielbiał. Kiedy zeszłam schodami w dół spotkałam w salonie Liama i Harrego oglądających wspólnie film. Zajadali się również bliżej nieznanym mi niezdrowym jedzeniem.
      Poczułam się bardziej swobodnie. Dzięki otwartości Hazzy teraz nie odczuwam lęku, a może raczej niepokoju, kiedy tylko go spotykam. Wszystko płynie naturalnym tokiem.
 - Co oglądacie? - zapytałam podchodząc do oparcia sofy.
      Harry i Liam od razu odwrócili się za siebie i spojrzeli w górę.
 - O hej, to jest thriller o... - odezwał się Liam.
      Chłopak, którego tak uwielbiałam wpatrzony był we mnie jak w obrazek. Uśmiechał się do mnie kącikami ust i oczu. Nie miałam pojęcia o czym mówi Liam, dopóki Harry nie poklepał ręką obok siebie abym usiadła na sofie. Zawstydzona zarzuciłam włosy za lewe ucho.
 - Pamiętasz, że dzisiaj wychodzimy? - zapytał mnie Hazza zarzucając swoją rękę na moje ramie zaraz po tym jak zajęłam miejsce, a nasze ramiona zaczęły się stykać.
 - Tak. - odparłam krótko i zwięźle.
      Miałam wrażenie jakby Liam przyglądał nam się przez chwilę i nawet przestał mówić.
 - Chrupkę?
 - Chętnie.
      W sumie siedzieliśmy już tak od trzydziestu minut. Szczerze mówiąc to moje zainteresowanie filmem było zerowe, w przeciwieństwie do Liama, który nawet w pewnym momencie zaczął obgryzać paznokcie i wpychać w siebie całe garści słodyczy. Harry zaś złapał moją rękę pod kocem i cały czas lekko mnie obejmował. Czasami patrzył na mnie i posyłał swoje zawadiackie uśmiechy, pod wpływem których temperatura mojego ciała znacznie się wznosiła.
 - Pójdę po coś do picia. - powiedziałam, lecz Liam zupełnie to zignorował. Można się było tego spodziewać.
      Wchodząc do pomieszczenia poczułam uczucie znużenia. Jego bliskość i to niesamowicie uczucie komfortu, które również i z nim się łączyło, zawsze dawało taki efekt.
      Sięgnęłam do szafki z kubkami i położyłam jeden na blacie. Chwytając czajnik z filtrem nalałam do niego wody i uniosłam wlewając jej trochę do ust.
 - Rozumiem, że też zachciało ci się pić? - zapytałam czując jak ktoś staje za mną z tyłu i otula mnie ramionami.
 - Dokładnie, a najlepiej jakbym mógł spijać z ciebie. - mruknął i zaśmiał się wprost do mojego ucha, a ja odwróciłam się w jego stronę.
 - Jesteś totalnym idiotą.
 - Takiego mnie lubisz, co? 
      Uśmiechnęłam się w połowie przyglądając się jego perfekcyjnej twarzy.
      Harry otulił mnie czule ręką w pasie, drugą dłonią lekko odsunął mi włosy z twarzy. Swoje wargi przysunął dostatecznie blisko moich, żeby czule i ledwo wyczuwalnie dotykać nimi moich. Zupełnie jak w jakimś śnie jeszcze przymknął oczy i wtopił swoją rękę w moje włosy, tuż pod szyją.
 - Wrócisz do Londynu? - wyszeptał zupełnie niespodziewanie, jakby próbował bardziej przekazać swój oddech prosto do moich ust.
 - Tak, wrócę.
      Nie odpowiedział. Pozostając pod wpływem zupełnej magii złączył nasze usta w niezwykle delikatny, ale intensywnie odczuwalny pocałunek. Oderwał się na chwilę by złożyć drugi, równie niezwykły całus na moich wargach.
      W pewnym momencie usłyszeliśmy kroki, które ucichły tuż za progiem prowadzącym do kuchni z salonu. Chłopak powoli odsunął się ode mnie, trochę niechętnie, po czym oboje spojrzeliśmy w tym kierunku.
 - Lou? - zapytałam cicho patrząc na jego zdziwioną minę.
      Mój przyjaciel zmarszczył brwi, a po chwili uniósł je do góry robiąc śmieszne miny. Machał również rękoma wykonując nimi dziwne gesty, aż w końcu wyprosotwał się i spojrzał na bruneta.
 - Obserwuję cię, chłopcze. - wskazał na Harrego jednocześnie wyciągając z lodówki wodę niegazowaną i zniknął nam z pola widzenia.
      Staliśmy tak z Hazzą obok siebie, zupełnie niestykając się ze sobą nawet dłońmi. Brunet zdecydowanie był zmieszany.
 - Wybacz, chyba nie miał nas nikt widzieć razem. - powiedziałam trochę skruszona.
      Harry spojrzał na mnie i przez chwilę w ogóle się nie odzywał. Przybrał tylko tą swoją minę myśliciela i pokiwał głową. Przysunął się bliżej i chwycił mnie za rękę przez chwilę ją masując swoją własną.
 - Nigdy mnie nie przepraszaj, a już na pewno nie za to, że ktoś swobodnie porusza się po domu. - wyjaśnił mi przeskakując wzrokiem z mojego lewego oka na prawe. - Prędzej czy później i tak by się dowiedzieli. Nie ma sensu udawać.
      Niespodziewanie uśmiechnął się do mnie od ucha do ucha. Składając całusa na moim policzku wyszedł z pomieszczenia.
***
      Wszyscy wyszli już do klubu. Harremu oczywiście się nie śpieszyło i nawet Zayn, który w łazience spędza na prawdę dużo czasu pracując nad swoją prezencją, wyszedł już dwadzieścia minut temu. Ja natomiast ciągle czekałam na bruneta, który wcześniej już spytał mnie czy zechcę towarzyszyć mu dzisiejszego wieczoru.
 - Gotowy? - spytałam widząc jak schodzi do salonu.
 - Zamknij oczy. - odparł trochę jakby podekscytowany, a zarazem niepewny.
 - Ale po co?
 - Proszę.
      Widząc tę jego proszącą minę postanowiłam pozwolić sobie na jeszcze trochę więcej niepewności, chociaż ta nie mogła równać się do tego przez co przechodziłam jeszcze kilka dni temu. Zamknęłam oczy i praktycznie od razu poczułam jak Harry zachodzi moją osobę od tyłu. Poczułam tęz nagle na skórze ledwo wyczuwalny chłód i mały przedmiot, który zawisł na mojej szyji.
 - Już.
      Zanim otworzyłam oczy już trzymałam w dłoniach piękny czarno-srebrny naszyjnik, który chłopak mi podarował. Przyglądając się mu bliżej zauważyłam, że z jednej strony ma nietypowy kształt.
      Zmarszczyłam brwi.
 - Zobacz. - usłyszałam tuż obok siebie. Harry wyciągnął coś z pod swojej bluzki i biorąc mój prezent do swojej dłoni idealnie połączył je w całość.
 - Połówki. - wydukałam.
 - Tak, żebyś o mnie nie zapomniała.
     Weszliśmy razem do klubu trzymając się za ręce. Widziałam, że Harry bardzo się tym faktem stresuje, ale gdyby tego nie chciał nawet nie przyszłoby mu do głowy aby ciągnąć mnie za nią do środka.
 - Evie! - krzyknął dobrze znany mi głos.
      Poczułam jak odrywam się od ziemi i jestem dość mocno ściskana przez Steve'a. Nie znamy się tak jak ja i Lou czy nawet z Harrym, znamy się o wiele krócej, bo przecież poznałam do dopiero dwa tygodnie temu, ale chyba wyjątkowo mnie polubił.
 - Witaj. Widzę, że klub się rozwija. - krzyknęłam przez muzykę.
 - Tak, na szczęście. - odpowiedział i zaczął prowadzić nas po schodach na piętro.
      Zaprowadził nas do stolika przy którym aktualnie nikt nie siedział. W tym tłumie ciężko było znaleźć reszte, nie mówiąc o tym, że było za głośno i żaden nie słyszał telefonu.
 - Tutaj nikt wam nie będzie przeszkadzał. W końcu to moja ulubiona loża vipowska! - powiedział uradowany. - Podać wam coś?
 - Dla mnie wódka z Colą.
 - To samo. - odparłam krótko widząc na sobie ich spojrzenia.
      Krótko po tym Steve zniknął z naszego pola widzenia. Rzucił się w tłum ruszając ku barowi.
      Wślizgnęłam się na jedną z dwóch małych sof, które znajdowały się przy stoliku. Brunet usiadł zaraz na przeciw mnie i uśmiechnął się do mnie.
 - Jestem! - zaraz koło mojej osoby wyłonił się właściciel klubu. - Zobaczcie kogo spotkałem na dole.
 - Evie! - krzyknął Niall i przytulił mnie mocno siadając obok mnie. Natomiast obok niego usiadł Liam i Zayn, a naprzeciw Lou tuż obok Harrego. Steve również siedział po tej samej stronie co dwójka moich przyjaciół.
 - Jakim cudem spotkał was wszystkich na raz?
 - Akurat szliśmy tutaj. Byliśmy wcześniej jeszcze w innym miejscu. - odpowiedział dość tajemniczo.
      Czas leciał nieubłaganie szybko, a chłopaki co chwilę znikali gdzieś w klubie i pojawiali się na nowo. Tylko ja raczej siedziałam w jednym miejscu. Nie lubiłam nawet tańczyć, ale za to lubiłam spędzać czas w tym towarzystwie.
      Kiedy przy stoliku zostałam tylko ja, Harry, Niall i Steve dosiadła się do nas pewna długowłosa piękność. Kojarzyłam jej osobę, ale zupełnie nie mogłam przypomnieć sobie kim ona była. Prawdopodobnie jakąś celebrytką. Kocim okiem przeglągle spojrzała na nas wszystkich, dłużej zatrzymując je na Hazzie. Niall wydawał się być dziewczyną totalnie zaczarowany, zresztą nie ma co się mu dziwić, Steve prawie w ogóle na nią nie zareagował, zaś Harry chyba był zmieszany.
 - Niall Horan i Harry Styles, prawda?
 - Zgadza się. - odparł uprzejmie Harry posyłając dziewczynie uśmiech.
 - Można się dosiąść? - nachyliła się lekko nad brunetem, który swój wzrok skierował w moją stronę. Wzruszyłam jedynie ramionami.
 - Siadaj. - zrobił jej miejsce obok siebie.
 - Twoje włosy... Te loki wyglądają jeszcze bardziej uroczo na żywo! - próbowała się podlizać.
      Steve rozmawiał o czymś przejęcie z Niallem, który czasami próbował też wrzucić swoje przysłowiowe pięć groszy do rozmowy mojego lubego z jego nową koleżanką. Clara, jak się później okazało, próbowała flirtować z Harrym, który ciągle patrzył na moją twarz, która znajdowała się po drugiej stronie stolika i delikatnie trącał mnie nogą, aby sprawdzić czy nic mi nie jest. Ja natomiast patrzyłam na ludzi, którzy na dole tańczyli na parkiecie i popijałam szybko drinka, którego wcześniej sączyłam już z dobrą godzinę.
      Do stolika w końcu podszedł Zayn, na którym Clara na chwilę również zawiesiła wzrok. Wtedy pierwszy raz pomyślałam, że warto wstać z tej sofy i pójść zwiedzić resztę klubu.
 - Przepraszam, wypuścicie mnie? - przerwałam chłopakom rozmowę.
 - Gdzie idziesz? - spytał Steve.
 - Zobaczyć resztę twojego cudeńka. No i po drinka.
 - Powołaj się w barze na mnie, żeby nie liczyli ci na rachunek.
 - Dziękuję! - uśmiechnęłam się do niego.
      Odchodząc poczułam nagle jak ktoś łapie mnie za nadgarstek. Instynktownie szybko odwróciłam się w jego kierunku. Owy osobnik nachylił się nad moim uchem zanim zdążyłam cokolwiek zrobić.
 - Stało się coś? Obraziłaś się, że z nią rozmawiałem?
 - Nie, dlaczego? Rozmawiasz z kim chcesz. Ja chcę się przejść, cały wieczór siedziałam na jednym miejscu.
 - Pójdę z tobą.
 - Nie trzeba. - szybko zaprzeczyłam. - Jest dobrze.
      Odpowiedziałam, a on puścił mój nadgarstek i obdarował mnie dziwnym wzrokiem.
      Zeszłam na dół przechodząc tuż obok parkietu i stolików. W barze zamówiłam to samo, wódkę z Colą. Trzeba przyznać, że nie żałowali tutaj alkoholu w drinkach. W większości miejsc nie dodają go zbyt wiele.
      Rozejrzałam się po całym pomieszczeniu. Przez chwilę miałam spojrzeć w górę w stronę naszego stolika, ale szybko odwróciłam głowę i postanowiłam nie zaprzątać sobię głowy niepotrzebnymi sprawami. Jeśli się jej podda i pójdzie z nią do toalety na szybki numerek nie będę miała prawa wytykać mu tego. W końcu nic mi nie obiecał, zgodziłam się. Z drugiej strony byłam świadoma, że znów staję się tą chorobliwie zazdrosną
     Usiadłam przy barze czekając na drinka. Na krześle obok siedział chłopak, który nijak nie wyglądał mi na pełnoletniego. Patrzył na mnie niezwykle wnikliwym wzrokiem posyłając uwodzicielski uśmiech. W końcu sama skierowałam na niego wzrok, a on jakby obudził się z jakiegoś natłoku myśli.
 - Wybacz, nie zaczepiam tak ludzi, ale my się chyba skądś znamy.
 - Nie sądzę. - odpowiedziałam krótko, ale grzecznie.
 - Evie, nazywasz się Evie. Trafiłem?
 - Skąd wiesz? - wzniosłam brwi ku górze.
 - Od Stevea. Mówił, że jesteś piękna, ale żeby aż tak... Nie, nie podrywam cię, po prostu mówię to co widzę. - skwitował i posłał mi jeden z najcieplejszych uśmiechów jakie otrzymałam w ciągu kilku miesięcy. - Wybacz, nie przedstawiłem się. Jestem Eric, miło mi.
 - Mi również. - uścisnęłam mu rękę.
 - Mogę...? - zaczął po czym przysunął się do mnie bliżej. Poczułam jak moje włosy, z zapiętych w wysoki kucyk, opadają mi kaskadą na ramiona. - Tak lepiej. Masz piękne i zdrowe włosy, nie ma sensu ich tak wiązać.
      Było w nim coś intrygującego.
***
 - Widzę, że poznałaś mojego Erica. - powiedział Steve kiedy we dwójkę zasiadliśmy przy stoliku na piętrze.
 - T-taak. - przeciągnęłam niewiedząc dokładnie o chodzi z tym mojego. Kiedy tylko chłopak usiadł obok Stevena i pocałował go w usta zrozumiałam, że najzwyczajniej w świecie są parą. Jeśli chodzi o Erica mogłabym sama to zgadnąć.
 - Wybacz, że wcześniej ci nie powiedziałem, że wolę mężczyzn. - złapał mnie za rękę i niepewnie spojrzał w oczy.
 - Nie ma sprawy. Miłość to miłość. A gdzie reszta?
 - Clara uciekła, bo Harry oblał ją drinkiem przez przypadek. - zaśmiał się Niall.
 - Serio? A on sam gdzie jest? - zapytałam lekko rozbawiona.
 - Tutaj jestem. - powiedział stając obok mnie, jednocześnie wziął kurtkę z sofy. - Ale jestem trochę zmęczony i jadę do domu. Zostajesz?
 - Nie, pojade z tobą. - odpowiedziałam trochę zdziwiona tonem jego głosu, który zalatywał odrobiną chłodu.
      Pożegnaliśmy się z wszystkimi i bez słowa wyszliśmy na parking. Również w ciszy zasiadliśmy w jego aucie i ruszyliśmy w stronę domu. Równie praktycznie bez słowa rozeszliśmy się w domu do swoich pokoi.
      Wychodząc z pod prysznica, tuż po tym jak szczelnie okryłam się dużym ręcznikiem, usłyszałam pukanie do drzwi. Otwierając je zobaczyłam w nich Harrego, który stał w samych bokserkach próbując zebrać słowa.
 - Właśnie szedłem spać, ale w sumie jakoś głupio wyszło, że nawet się nie odezwałem. - powiedział, a ja odsunęłam się zapraszając go do środka i zamknęłam za nim drzwi.
 - Trochę.
 - Eh, bo.. Nie jest to dla mnie łatwe, ale.. - wydymał na chwilę usta i zebrał się trochę w sobie. - Czemu mnie tam zostawiłaś i poszłaś gadać z jakimś obcym facetem? Widziałaś, że nie robiłem nic złego.
 - Mówiłam ci, że nic mi nie jest. - odparłam chyba trochę oburzona jego oskarżeniami.
 - Ale nie musiałaś z nim flirtować. Widziałem jak dotykał twoich włosów...
 - Harry, czy ty jesteś zazdrosny? - skrzyżowałam ręce na piersi i usiadłam obok chłopaka na łóżku. Chłopak spojrzał na moje nogi i przejechał wzrokiem w górę zatrzymując się na mojej twarzy.
 - Może. Po prostu nie chcę odrzucenia.
 - Odrzucenia? - spytałam zdziwiona. - To ja jak głupia za tobą gonię cały ten czas, więc jak możesz bać się czegoś takiego z mojej strony?
 - Nie lubię się śpieszyć, nie lubię też dużych słów i wyznania miłości po tygodniu związku. Nie chce się śpieszyć, bo nie chcę... Po prostu lubię na razie być, a wiem, że dziewczynom zawsze się śpieszy.
 - Harry, on jest gejem, ok? Chłopakiem Stevena. - powiedziałam powoli i wyraźnie. Widząc jego zaskoczoną minę uśmiechnęłam się najszerzej jak tylko mogłam.
      Na chwilę przymknął oczy, zaraz otworzył je i zdziwiony zaśmiał się sam do siebie.
 - Ok, tego się nie spodziewałem.
      Znów skierował swoje spojrzenie na mnie i bardziej automatycznie oblizał wargi. Poczułam jak znów ogarnia mnie fala porządania. Wystarczyło tylko jego spojrzenie, które za każdym razem sprawiało, że uginały się pode mną nogi.
      Delikatnie napierając na moje ciało położył mnie na łóżku, a on sam nachylił się nade mną zarysowywując palcem wskazującym prawej dłoni moje obojczyki.
 - Wiesz, że zostały tylko dwa dni?
 - Nie psuj atmosfery. - wypowiedział ostatnie słowa tego wieczoru i pocałował mnie namiętnie pozostając przy moim boku aż do samego rana.


Liv.

21 września 2013

CHAPTER 12: Wild Hearts

Witajcie! ;*

Kurcze, cieszę się strasznie, że tak podobał wam się poprzedni wpis! Doszło mi dużo obserwatorów, licznik wybił już ponad 13.000 odsłon. Lepiej być nie mogło :) Zastanawiam się jednak czy jest jeszcze po co prowadzić to opowiadanie, ale spróbuję chociaż dla samej siebie to dokończyć. 26.07 skończyłam 21 lat - pełnoletnia po raz drugi!
PS: Nie sprawdzałam błędów jeszcze. Wybaczcie.
PS2: Reaktywowałam aska. Jeśli chcecie pytać o to gdzie byłam, dlaczego nie pisałam, jakie są moje plany na bloga, możecie śmiało tam zaglądać i pytać -> ask.fm/Sheliv

Sara - Też nie lubię błędów, ale niestety zawsze coś się wkradnie. Uwielbiam Der Treisband :) Niestety dla mnie to pierwsze opowiadanie jej autorstwa, ale jest świetne i z zapartym tchem czekam na kolejne wpisy. Ja jestem z 'pokolenia' tej wielkiej fali blogów o TH i była to piersza tematyka mojego 'pierworodnego' bloga. Lubię ich, tylko szkoda, że teraz jest tak mało opowiadań o tej tematyce. Może czytasz coś ciekawego godnego polecenia?
***

"Nagle przeskakuje iskra, dotyk, namiętność, pocałunki, chwila, moment, mokre twarze, mokre włosy, mokre usta, splątane istnienia, poplątane myśli i jeszcze bardziej poplątane uczucia. Wszystko żyje, biegnie, goni dalej, a oni są tu i teraz. Zatracić siebie, nic przy tym nie uronić, tylko zupełnie i ostatecznie zatracić się w tej chwili. Tu i teraz..." 
-Janusz Leon Wiśniewski


      Dzisiaj mój humor był wyjątkowo dobry. Ciągle w pamięci miałam wczorajszy wieczór, którego pewnie nie zapomne tak prędko. Moje ciało ogarniała niesamowicie przyjemna błogość, a w głowie pojawiała się iskierka nadziei. Niestety owa nadzieja była przytłaczana świadomością wyjazdu i odzielenia się od codziennego obcowania z Harrym.
      Całą noc nie mogłam spać. Myślałam o swojej przyszłości. Z jednej strony to takie śmieszne, że znamy się tak krótko, a tak dobrze jest nam mieszkać ze sobą pod jednym dachem. Nawet to, że dla niego mogłabym zostać tutaj, w Londynie, i zacząć od nowa układać sobie życie. Spędzało mi to sen z powiek, coraz bardziej ciążyła niemożność podjęcia szybkiej decyzji.
 - Evie, hallo, ziemia do Evie! - usłyszałam tuż obok swojej sylwetki, którą opierałam o blat kuchenny.
 - Wybacz, Lou. Zamyśliłam się. - uśmiechnęłam się subtelnie i powróciłam do mycia naczyń.
      Przyjaciel przypatrzył mi się chyba po raz tysięczny dzisiejszego dnia. Lustrował mnie powoli próbując najwyraźniej odczytać coś nie tylko z mojej twarzy, ale i ruchów ciała.
 - Mów.
 - Co?
 - No mów! Wiem, że coś sie stało. Jesteś troche spięta, ale jakże radosna. - zaczął szturchać mnie w bok.
 - Przestań. Myję naczynia.
 - Powiedz, proszę, powiedz mi! - krzyknął prosto do mojego ucha. Talerz, który obejmowałam w dłoniach, upadł na ziemię i roztrzaskał się z hukiem.
 - O rany, przepraszam. - powiedział ze skruchą, jednocześnie zabrał się za zbieranie kawałków porcelany z podłogi. - Nie skaleczyłaś się?
 - Nie, nic mi nie jest. - powiedziałam nabierając powietrza do płuc. - To... przez Harrego.
      Kiedy wypowiedziałam ostatnie, krótkie zdanie zawierające imię naszego wspólnego przyjaciela, Louis podniósł się z podłogi. Szybko odrzucił największe kawałki, które zdążył sprzątnąć i stanął na przeciw mnie.
 - Stało się coś? Powiedział ci coś czy zrobił, czy...
 - Nie, nie zrobił nic wbrew mojej woli. - pokręciłam głową. - Ale troszczy się o mnie i chyba w końcu zaczyna się otwierać.
      Louis uśmiechnął się do mnie promiennie i łapiąc mnie za pas uściskał przyjaźnie. Odsunęłam się od niego i spojrzałam w oczy.
 - Właściwie to jest coś o czym bym chciała z tobą pogadać. - czując jego uwagę, którą skupia na mojej osobie, postanowiłam kontynuować. - Co myślisz o tym, że przeprowadziłabym się do Londynu? Nie wiem, wynajęłabym mieszkanie, znalazła prace.
 - Myśle, że to byłby świetny pomysł. Mogłabyś mieszkać z nami. - zaczął entuzjastycznie.
 - Nie, co to to nie. - zaprzeczyłam gestykulując. - Chciałabym sama stanąć na nogi, bez niczyjej pomocy.
 - Skoro tak. Cieszę się, że chcesz wrócić. - uśmiechnął się promiennie.
***
      Instynktownie spojrzałam na paczkę miętowych papierosów, które spoczywały na stoliku. Wiatr delikatnie musiał moją twarz, a słońce czule rozgrzewało moją twarz.
      Siedziałam właśnie na balkonie z kartką papieru i ołówkiem próbując naszkicować to co widzę. Rysunek był jedną z moich pasji, którą przez ostatnie tygodnie skutecznie zaniedbywałam. Nawet wiem dlaczego.
       Od dzisiejszego poranka jeszcze nie było dane mi spotkać Harrego. Podobno pytał o mnie kiedy wyszłam do sklepu spożywczego, ale kiedy tylko wróciłam do domu nie było tam po nim śladu. Chłopak definitywnie próbował właśnie poskładać sobie myśli. W końcu to co stało się wczorajszej nocy nie było zbyt kontrolowane, a na pewno nie było czynem zaplanowanym. Po prostu pozwoliliśmy zrobić sobie zbyt duży krok do przodu. Może jednak nie powinnam nazywać to zbyt dużym krokiem, a po prostu zwykłym okazaniem sobie czułości. Przecież jesteśmy dorośli.
 -Przeszkadzam?
        Delikatny głos doszedł do moich uszu przyprawiając mnie o dreszcze. Mechanicznie uśmiechnęłam się pod nosem.
 - Jasne. Zawsze jesteś tu mile widziany. - odparłam i zobaczyłam jak jego kąciki lekko unoszą się ku górze.
 - Co robisz? - zapytał czarnowłosy nachylając się nad moim prawym ramieniem.
 - Próbuję coś naszkicować, albo raczej nabazgrolić. Wiesz, mam dużo wolnego czasu i próbuję go jakoś produktywnie spędzić.
 - Nieźle. Całkiem nieźle. - odparł mrużąc oczy i drapiąc się jednocześnie po brodzie. - Ale tutaj bym.. daj mi ołówek. Pokaże ci...
 - Wole sama. Po prostu wytłumacz.
 - Nie, ja muszę. Daj. - zaczął wyrywać mi długi, cienki przedmiot z dłoni.
 - Nie!
 - No prosze, zobaczysz, będzie ładniejsze. - w błagalnym geście uniósł brwi ku górze i zmienił swój akcent na bardziej zabawny.
 - Zayn! - krzyknęłam kiedy jedną ręką złapał mnie w pasie obejmując mnie od tyłu, a drugą trzymał wysoko by odebrać mi przedmiot. Malik miał o wiele dłuższe ręce ode mnie.
 - Nigdy ci nie pozwole! - zaczęłam się śmiać kiedy Zayn zaczął kiwać się na wszystkie strony o mało nas nie wywracając. - Prawa autorskie, prawa autorskie!
      Kiedy tak wyrywaliśmy sobie tak ołówek splątani naszymi ciałami, do pokoju wszedł Harry. Zupełnie bez pukania, jakby w pośpiechu i zdenerwowaniu. Kiedy nas zobaczył chyba pożałował, że wszedł wtedy bez mojej wcześniejszej zgody. Jego mina była jednocześnie tak urocza, jak i mocno zdezorientowana. Stanął nagle jak wryty w ziemię, tak samo moje ciało odmówiło mi posłuszeństwa, zaś Malik nie widział w zaistniałej sytuacji nic złego. Sama też nie widziałam nic złego w tym, że trochę się wygłupialiśmy. Nie miało to żadnego podtekstu ani z mojej, ani z czarnowłosego strony. Chyba najbardziej niespodziewałam się chłopaka, w którym tak mocno byłam zauroczona.
 - To... ja nie będę... przeszkadzał. - odpowiedział niepewnie i obrócił się na pięcie.
      Pierwszy zareagował Malik, który złapał go za ramie i zaśmiał się przyjacielsko.
 - Wiesz co, naucz się w końcu pukać. - powiedział. - Bo wiesz, jakbyśmy tutaj tak na prawdę...
 - Zayn! - krzyknęłam niedowierzając, zaś sam chłopak tylko się zaśmiał i klepiąc Harrego po ramieniu wyszedł z pomieszczenia.
      Tym samym sposobem zostałam sama z Harrym w jednym pokoju - ponownie. To aż śmieszne jak historia lubi się powtarzać.
 - Nie chciałem przeszkodzić. - pierwszy odezwał się Harry, lekko oburzony.
 - Nie miałeś w czym.
 - Ah, ok. - odparł i ponownie zapadła cisza.
      Chłopak włożył ręce do kieszeni i bujał się do przodu i w tył na palcach i stopach. Jego wzrok błądził po całym pomieszczeniu, aż w końcu zapadł na mnie.
       Ja nie potrafiłam oderwać od niego swoich oczu. Był tak charyzmatyczny, a jednocześnie magnetyczny, że przyciągał moją uwagę w każdej sytuacji i w każdym miejscu. Mam wrażenie, że mogłabym stać obok swojego największego idola, a moja atencja i tak skierowana by była tylko i wyłącznie w jego stronę.
 - Więc... Rysowałam i wtedy przyszedł Zayn. Nudziło mi się i...
 - Lubisz rysować? - przerwał mi podchodząc trochę bliżej. Wziął kartkę z moich dłoni i zaczął lustrować ją krok po kroku.
 - Troche. Nic specjalnego. Po prostu zajmuję sobie czas.
 - Ładne. - szepnął cicho, ale wyraźnie. Nagle podniósł wzrok i spojrzał prosto w moje oczy.
 - Dzięki. - odpowiedziałam równie cicho, ale już nie tak wyraźnie. Pod wpływem jego spojrzenia zupełnie miękły mi nogi.
      Kiedy tak patrzył na mnie głośno westchnął i odłożył rysunek na łóżko. Zwrócił się ponownie w moją stronę i przyciągnął do siebie obejmując ciasno w talii obiema rękami. Głowę wtulił w moje włosy, a ustami delikatnie muskał moją skórę.
 - Ładnie pachniesz. Jak zwykle. - powiedział ze stoickim spokojem, jakby zaraz miał usnąć niczym małe dziecko zmęczone po całym dniu.
      Czułam, że nie byłam w stanie nic odpowiedzieć. Uniosłam tylko swoje ręce i zaciskając je na materiale czerwonej koszuli, objęłam go mocno. Chciałam chyba poczuć jeszcze mocniej, że jest obok mnie i to wcale mi się nie śni.
 - Wiem, że to co powiem zabrzmi głupio. - dalej szeptał tuż obok mojego ucha z głową wtuloną w ramie i włosy. - Cieszę się, że cię poznałem i mogliśmy w końcu się spotkać. Cieszę się też, że tak bardzo mnie lubisz, ale przykro mi, że ja mimo wszystko nie potrafię się całkowicie oddać. - odsunął się troche. Przyłożył mi swoje ręce na policzki i oparł swoje czoło o moje. - Spróbuję, ale nie chcę cię skrzywdzić. Nie chcę być samolubny, ale może kiedyś mnie zrozumiesz.
      Nagle poczułam jak łzy napływają mi do oczu. Nie dlatego, iż powiedział, że mimo wszystko może nic z tego nie wyjść, ale dlatego, że mówił to w sposób na prawdę piękny. Każde jego słowo było przesiąknięte emocjami i rozterkami, które całe życie w sobie nosił. Cieszyłam się, że mogę być tą czątką w jego życiu, która ma dostęp do jego najbardziej skrytej prywatności. Znaczyło to tylko to, że zaczął się otwierać i coraz mniej bał się uczuć.
 - Rozumiem, ale jak nie spróbujemy to nic z tego nie wyjdzie, prawda? - oderwałam się od jego czoła i uśmiechnęłam się najszczerzej jak mogłam.
     Harry zaśmiał się pod nosem i z cudownym uśmiechem wpatrzył się ponownie w moje oczy.
 - Jaka ja jestem głupia. - uderzyłam się w czoło otwartą dłonią. - Jak się czujesz? Już lepiej?
 - Mam się wspaniale. Twoja kuracja była wyśmienita i bardzo... odprężająca. - niebezpiecznie zbliżył się do moich ust. - Zdecydowanie lubię cię taką dominującą.
      Nagle drzwi po raz trzeci otworzyły się z hukiem, a do pokoju wpadł Liam. Kiedy go zobaczyliśmy wybuchnęliśmy niepohamowanym śmiechem. Dlaczego? Bowiem chłopak, którego wściekłość na twarzy była nie do opisania, prezentował się w bardzo oryginalny sposób - pełno sprośnych rysunków na torsie i twarzy, wygoloną nogą oraz cały wysmarowany bitą śmietaną.
 - Gdzie-są-te-DEBILE?! - ryknął.
      Liam niecierpiał kiedy się go budziło. Kiedy tylko ktoś próbował przywołać go z krainy snów, chłopak momentalnie zmieniał swój charakter na bardziej natarczywy i skłonny do morderstw.
 - Tu ich nie ma. - wydukał Harry, kiedy oboje siedzieliśmy na ziemi ze śmiechu trzymając się za brzuchy.
 - Jakbyście ich znaleźli to im nie mówcie, że ich szukam. Albo nie, po prostu ich złapcie, zakneblujcie i zawołajcie mnie to ja już się im dobiorę do skóry. Mogłbym porozmawiać, jak to robią cywilizowani ludzie, ale ich potencjalny kretynizm i niska kultura mnie do tego nie obliguje... Co.. co za.. - wyszedł lekko się zapowietrzając.
 - On jest nienormalny jak się go obudzi. Na prawdę. - Harry wycierał łzy z policzka.
 - Wiem. Pierwszy raz go takiego widzę, ale nie chciałabym być na miejscu Nialla i Zayna.
 - Wracając do tematu. - zaczął ponownie przybliżając się do mnie. - Myślisz, że kiedyś to jeszcze powtórzymy?
 - Może. To zależy czy będziesz strasznym dupkiem czy tylko dupkiem. Najlepiej by było...
 - Dobra, wiem, rozumiem. - podniósł ręce w geście poddania. - Trochę nam się pośpieszyło, nie uważasz?
 - Mhm, ta, tak uważam.
 - A żałujesz? - zapytał najpoważniej na świecie. - Pamiętasz jak mówiłem ci, że nie chcę cię skrzywdzić i że mimo, iż nas poniosło, nie chcę nic między nami zniszczyć. Mamy zbyt piękną przyjaźń od dłuższego czasu.
 - Nie, nie żałuje.
      Jego wzrok był tak ciepły i czuły, że aż zauważyć można było miliony iskierek tańczących jedna obok drugiej.
      Ciepła dłoń Harrego ponownie objęła mój policzek i mocniej wbiła się we włosy. Przez chwilę, jakby trochę niepewnie, bawił się stykając nasze nosy razem i co chwila przymykał oczy, by zaraz znów je otworzyć i spojrzeć na moje lekko rozwarte usta. W końcu przybliżył się o trochę i bardzo subtelnie muskał moje wargi, aby w końcu obrysować je równie delikatnie czubkiem języka. Cofnął się o trochę, a potem wrócił i pewniej wpił się w moje malinowe usta. Sam pocałunek był dość długi i przerywany. Cały czas głaskaliśmy swoje policzki, szyje, ramiona i talie. Najzwyklej w świecie napawaliśmy się swoim towarzystwem bez zastanawiania się do końca nad głębszym sensem. Chyba to wychodziło nam najlepiej.
 - Chcesz spać dzisiaj u mnie? - usłyszałam po dłuższej chwili, kiedy odsunął się kawałek od mojej twarzy.
 - Nie wiem czy to dobry pomysł.
 - Hej, powiedziałem spać. Niczego ci nie narzucam, kurduplu. - wyszczerzył zęby.
 - O nie, znowu? Nie nazywaj mnie tak!
 - Kiedy ja uwielbiam jak tak słodko się złościsz. - pocałował mnie w czoło swoimi aksamitnymi ustami, a ja na chwilę zapomniałam, że tak bardzo denerwowało mnie to przezwisko. - Nawet kiedy masz brudne myśli. - poruszał brwiami.
 - Wcale nie mam brudnych myśli.
 - Masz, widzę jak się rumienisz. Co w tobie również uwielbiam. - pocałował mnie delikatnie w usta.
      Dzień już definitywnie dobiegł końca. Jego zdecydowaną większość spędziłam w odosobnieniu z Harrym w moim pokoju.
      Dzisiejszy dzień był również zupełnie inny od poprzednich. Okazaliśmy sobie tyle czułości, czego wcześniej chłopak nie był zdolny zrobić. Nie obchodziło mnie to, że reszta o tym nie wie i nie widzi dokładnie jego zachowania oraz interncji w stosunku do mojej osoby. Po prostu byliśmy dla siebie i tyle w zupełności nam wtedy wystarczało.

* * * * *  No matter how far we go.  * * * * *

Liv.

18 lipca 2013

CHAPTER 11: For what it's worth.


Witajcie kochane ;*


Mam nadzieję, że jakoś tym rozdziałem wam się zrekompensuje, że ponownie mnie tutaj zabrakło. Przyznam, że trochę wypadłam z akcji, która się toczyła w mojej głowie, ale postanowiłam trochę pójść w końcu do przodu. Same przeczytacie.

Wybaczcie jeśli znajdziecie jakieś błędy. Jestem jeszcze chora i ciężko mi je wypatrzeć.

Miłego czytania!


***


~SOUNDTRACK~

      Nic nie mówisz znów, ja milczę też, ale oboje mówimy: "chyba chcę, lecz wybacz, trochę się boję.'

      Od czasu naszego powrotu do Londynu raczej starałam się stronić od ludzi. Nie dlatego, że znów miewałam swoje humory, które rozsiewałam wśród otoczenia, po prostu nie odczuwałam potrzeby zbytniej interakcji z innymi przedstawicielami mojego gatunku. Spędzałam jednak czas z moim Lou, który niebywale był zadowolony z efektów jakie ja i Harry odnosiliśmy. Powiedzmy, że tak było.
     Harry ciągle próbował być dla mnie tym zabawnym, słodkim i przyjaznym kolegą, który służył pomocą, ale na tym właściwie kończyła się jego rola. Czuliśmy, że coś rodzi się pomiędzy nami, jednak żadne nie miało odwagi by ponownie spróbować. Ja - za bardzo bojąca się odrzucenia, a on... Sama nie wiem. Próbował się zbliżyć, chociaż o milimetr, ale zawsze los powtarzał nam, że nie możemy albo że przynajmniej jeszcze nie nadszedł ten czas. Tylko, jeśli kiedyś go dostaniemy, to jak rozpoznać tą naszą złotą erę?
     Przetarłam zimne ręce, zarzucając przy tym nogę na nogę. Przysunęłam krzesło bliżej stolika i sięgnęłam po kubek ciepłej herbaty, która kilka minut później przyjemnie rozgrzała moje wnętrze.
     Nagle moje ciało przeszło tysiące dreszczy, kiedy w progu kuchni pojawił się Zayn obdarowywując mnie uśmiechem, uprzednio wyciągając sok z lodówki.
 - Mnie się nie musisz bać. Czemu siedzisz sama?
 - Jestem trochę zmęczona. Myślałam czy by czasami nie wybrać się do Steve'a, ale pogoda trochę pomieszała mi plany. - powiedziałam patrząc na szarą jesień za oknem.
      Malik jedynie pokiwał głową i dosiadając się do mnie spojrzał mi w oczy.
 - Od kiedy to ciebie może zatrzymać pogoda? Ubierz się ciepło, weź parasol i przebieraj nogami. Nie ma co siedzieć w domu. W sumie to chętnie wybiorę się z tobą, co ty na to? - zaproponował dość pewnie.
      Miał racje. Coś się nagle we mnie zmieniło i to wcale nie na lepsze. Dlaczego nagle miałabym odmawiać sobie przyjemności, bo nie wyszła mi jedna rzecz w życiu, której tak bardzo chciałam? Nie wszystko jest skreślone swoją drogą, a na pewno nie skazuje mnie to na wieczne biadolenie w domowym zaciszu.
 - Może później.
 - A jak tam...
 - Normalnie. Nic nie ma, nie było i niech tak zostanie. - odpowiedziałam wyprzedzając jego pytanie.
 - Daj mu czas.
 - Ale Zayn właściwie to niepotrzebnie nakręciłam jakąś głupią akcje. Teraz się równie głupio czuje, wiesz? Dziwnie jest mi patrzeć wam w oczy. Nie dlatego, że kogoś lubię, w końcu każdy może się zauroczyć, ale że tak wyszło. Po prostu nie lubię załatwiać takich spraw na forum wszystkich dookoła, a sama do tego dopuściłam.
 - Hej, Evie. - Malik przybrał rozczulający wyraz twarzy i kucnął zaraz przy moim krześle. - Wcale nie masz za co się wstydzić. Nikt cię tutaj nie będzie wytykał palcami, a jeśli będziesz chciała kiedyś pogadać to wiesz, że do mnie możesz także się zwrócić. Myślę, że Niall i Liam także są gotowi wyciągnąć do ciebie rękę. Z zauroczeniem bywa tak, że czasami nie jest trafne i przeminie. On, - zaciął się na chwilę, jakby nie chciał powiedzieć za dużo. - ...po prostu troszczy się o ciebie, a to już dobry początek.
       Poczułam lekki gniew, który się we mnie kiełkował. Rozumiałam, że chłopak właśnie mnie pociesza, uśmiecha się przyjaźnie, kładzie mi rękę na ramieniu delikatnie nią poklepując, ale coś mi tu nie grało. Nikt z całej czwórki nie chciał powiedzieć mi dlaczego Harry reaguje na mnie w taki sposób, a w powietrzu definitywnie można było odczuć, że jego wyborami kieruje coś więcej niż tylko jakaś upartość i brak chęci na rozpoczęcie czegoś nowego. Mimo wszystko odwzajemniłam ciepło wypisane na twarzy czarnowłosego i wyszłam z kuchni.
       Wtedy drzwi frontowe otworzyły się z hukiem, a do środka wszedł całkowicie przemoczony Harold. Dom momentalnie zaniósł się jego nie pohamowanym uroczym śmiechem. Kąciki moich ust mimowolnie uniosły się ku górze kiedy zdejmując buty jednocześnie odgarniał z czoła swoje mokre loki.
        Nagle moje serce praktycznie całkowicie się zatrzymało. Za chłopakiem do domu weszła pewna nieznajoma mi, ale i piękna brunetka, która kiedy tylko zauważyła zastygła przyglądając się mojej osobie. Zaraz za nią zrobił to samo brunet i w delikatnym zakłopotaniu ściągnął kurtkę.
 - Hej. - pomachała zakładając za ucho kosmyki włosów, a Malik odpowiedział jej równie przyjaźnie. Czyli znają ją tutaj już dłużej.
 - Evie, to jest... - zaczął Harry.
 - Mi też cię miło poznać. - wycedziłam na szybko próbując zabrzmieć jak najbardziej przyjaźnie. - Na pewno jest wam zimno. Zrobię wam herbatę, a wy się przebierzcie.
      Szybkim krokiem wróciłam do pomieszczenia, w którym przebywałam wcześniej i pacnęłam się otwartą dłonią w czoło. Zauważyłam jeszcze zmieszany, zdziwiony wyraz twarzy mojej sympatii, który z uśmiechem na ustach ruszył ze swoją koleżanką w stronę swojego pokoju.
      Moja nerwowość znów dała mi popalić i wplątała mnie w sytuację gdzie muszę być usługującą chłopaka, którego lubię nad wyraz oraz jego nieznajomą przyjaciółkę. Z drugiej zaś strony miałam wreszcie okazje, żeby pokazać, iż jestem ponad tą całą głupią sytuacją. Mogłam w końcu wrócić do postawy tej dziewczyny, która kilka tygodni temu pojawiła się w tym domu z walizkami.
 - No, tak trzymaj kochana. Miło z twojej strony. - Malik puścił mi oczko.
      Chwilę później wychodziłam już po schodach z tacą.
      Właściwie dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak głupio będzie mi zapukać do drzwi Stylesa. Przecież mogę im przeszkodzić. Spodobała mi się ta myśl, jednak nie miałam na to zbyt dużej odwagi. Stanęłam więc pod samymi drzwiami, ale usłyszałam jedynie śmiechy i rozmowę zawierającą jakieś wspominki z lat dzieciństwa. Czyli znają się już dość długo.
 - Przyniosłam herbatę. - uchyliłam drzwi czekając w ich progu.
 - Dzięki wielkie, bo strasznie przemarzłem. - doskoczył do mnie Harry. W jego oczach dostrzegłam wdzięczność i pełne zadowolenie.
 - Nie ma za co. - chwyciłam za klamkę od drzwi i tyle mnie było widać.
     Odetchnęłam z ulgą.
     Wcale nie chciał, żebym została w środku. Fakty są takie, że to jego jakaś przyjaciółka z dzieciństwa, wygląda, że są blisko, a z taką nigdy nie będę miała szans, nawet jeśli zdecydowałabym się pozostać w Londynie. Pech.
      ***
     Na dworze powoli zaczynały włączać się latanie oświetlając trochę ciemne już ulice. Siedziałam samotnie w salonie z książką w dłoni, czekając na powrót Louisa, który wczoraj postanowił osobiście odwieść Eleanor do domu.
      Tajemnicza dziewczyna już dawno wyszła z pokoju Harolda pozostawiając go tam samego. Ukradkiem widziałam jak świergotała jeszcze z resztą chłopaków by następnie całkowicie zniknąć z posesji. Byłam z siebie dumna, że udało mi się w końcu tak bardzo nie przejmować. Chłopak ma wiele koleżanek i chętnie z nimi rozmawia. Nic mi do tego.
       Zamknęłam książkę i skierowałam kroki w stronę swojego pokoju. Nie mijałam nikogo, ale to nic dziwnego - chłopaki korzystali z resztek wolnego czasu przed trasą. Przechodząc obok pokoju Hazzy usłyszałam dziwne jęki. Oh, czyżby wróciła? Miałam ochotę ominąć ten pokój szerokim łukiem, a najlepiej wyjść i z zewnątrz wejść przez drabinę oknem tak, aby nie kusić losu na moje dalsze rozmyślania o ich wspólnej zabawie, ale coś nie dawało mi spokoju. Dźwięki, które wydawał chłopak wcale nagle nie brzmiały już dla mnie jak wicie się z rozkoszy.
      Otworzyłam drzwi.
 - O matko, Harry... - upuściłam książkę, którą szczelnie otulałam ramionami i podeszłam do łóżka. - Co ci jest?!
      Czoło chłopaka było niesamowicie rozpalone, a na twarzy pojawiały się krople potu. Mamrotał coś pod nosem i wymachiwał rękami. Chwilę potem siedziałam już przy nim z miednicą pełną zimnej wody robiąc mu zimne okłady i pojąc wodą.
 - Masz, weź antybiotyk.
 - Nie chce! - wzbraniał się jak małe dziecko.
 - Nie marudź tylko raz mnie posłuchaj, bo wezwę karetkę! - krzyknęłam zdenerwowana całą tą sytuacją.
     Grzecznie usiadł i popił dwie pigułki.
 - A teraz śpij.
     Po walce z upartym Harrym udało mi się zbić gorączkę. Czułam się niesamowicie senna, ale coś nie pozwalało mi jeszcze spać. Nie mogłam, bo w każdej chwili mogłam mu być potrzebna, a dom okazał się pusty.
 - Evie, dziękuję. - usłyszałam po jego ponad półgodzinnym milczeniu.
 - Nie ma za co, idioto. Jak chciałeś romansować to mogłeś to zrobić w domu, a nie udawać bohatera i biegać po aż takim deszczu.
 - Skąd aż tyle jadu, kurdup...
 - Cicho, bo cię zdzielę po tej twojej obolałej głowie! - zaśmiałam się widząc w końcu mniej cierpienia na jego twarzy.
 - Przyznaj w końcu, że jesteś zazdrosna. - ledwie otworzył oczy i spojrzał na mnie nieco zmęczony.
 - Nie jestem, po prostu mówię, że mogłeś na siebie bardziej uważać.
 - Na pewno?
 - Tak, dlaczego to takie dziwne? Lubię cię, dobrze o tym wiesz, ale to nie znaczy, że muszę wariować kiedy widzę cię z jakąś laską. - wydusiłam i położyłam świeżo zmoczoną szmatkę na jego czoło.
 - To była Gemma, moja siostra.
 - Co? - zapytałam jakby niedowierzając.
 - Chciała cię poznać, ale dziwnie uciekałaś. Chociaż byłaś bardzo miła. - szepnął z delikatnym uśmiechem wprawiając mnie w zakłopotanie.
     Na moje policzki wyszedł rumieniec, dobrze, że niezauważalny w półmroku, który panował w pokoju. Otwierałam co chwilę usta próbując wydusić z siebie kilka słów, uderzyć go jakąś ripostą, ale nic w tym momencie nie przychodziło mi do głowy.
 - Nie jesteście podobni. - wypaliłam, a chłopak wybuchnął salwą śmiechu.
 - Masz w sobie coś wyjątkowego. - wypalił.
 - Harry, ty ciągle masz gorączkę i pleciesz już głupoty. Spróbuj zasnąć, proszę.
 - Może i mam tę gorączkę, ale wiem co mówię.
     Czułam się jak zwierzyna na polowaniu. Miałam ochotę uciec z tego pokoju chociaż w końcu poruszał temat, który spędzał mi sen z powiek od dobrych ostatnich kilku dni. Może przestało mi zależeć albo już pogodziłam się z tym, że wyjeżdżam i muszę zostawić wszystko za sobą w tyle? Jedno było pewne - bałam się tego co może nastąpić.
 - Nie chcę się tłumaczyć dlaczego postępuje w taki sposób, a nie inny. Polubiłem cię, Evie, i każdy moment, który spędzam z tobą jest dla mnie cenny i wyjątkowy, ale... - przełknął głośno ślinę.
     Zapadła cisza. Nikt nie mógł wypowiedzieć ani jednego słowa. Po prostu patrzyliśmy sobie w oczy jak dwójka zauroczonych w sobie szczeniaków. Bał się dać mi nadzieję, bo sam nie wiedział czego chce, ale to co widziałam w jego spojrzeniu już samo z siebie napawało mnie optymizmem.
 - Cholera. - zaklął i przyciągnął mnie do siebie.
       Opadając obok niego na łóżko poczułam jak kładzie na mnie swój nagi tors i wbija swe usta w moje. Szczerze z ręką na sercu mogę powiedzieć, że ma najbardziej miękkie i soczyste usta na świecie. Błądził dłońmi po mojej twarzy, a następnie zsunął je na moje piersi i talię.
     Poczułam nagle falę pożądania, której nigdy wcześniej w życiu nie zaznałam. Moje kontakty z mężczyznami były już w stadium zaawansowanym, ale to co serwował mi brunet było nie do opisania. Każdy jego nawet najmniejszy dotyk sprawiał, że na mojej skórze pojawiała się gęsia skórka i oblewało mnie uczucie ekstazy. Nasze pocałunki i dotyk były zachłanne, ale nie miałam tego samego odczucia co przedtem z nikim innym. Nigdy nie doszłam do kontaktu cielesnego z mężczyzną, do którego pałałam takim uczuciem.
     Ani się nie spostrzegłam jak zostałam rozebrana do samych majtek.
 - Jesteś..?
 - Nie. - przerwałam mu pytanie na temat mojego dziewictwa i przeturlałam nas tak, że to teraz ja byłam na górze.
     Odchyliłam jego głowę w bok dając sobie dostęp do jego szyi, którą muskałam ustami. Przebiegłam językiem płatek jego ucha, dekilatnie otulając je oddechem. Zadrżał łapiąc mnie mocno za pośladki.
 - Ktoś tu lubi dominować, co?
 - Jasne, że tak. - uśmiechnęłam się w jego usta rozpinając mu rozporek.
***
     Nie miałam pojęcia jaki jest wytrzymały w tych sprawach. Dał mi tego wieczoru niesamowitą ilość doznań i uniesień, nie przerywając ani na moment.
     Leżałam właśnie wtulona w jego tors, który nadal ciężko unosił się i opadał. Chyba patrzył w sufit.
     Pewnie tak samo jak i mi trudno mu było uwierzyć do czego doszło przed kilkoma godzinami. Uprawialiśmy namiętny seks w jego łóżku, chociaż jeszcze chwilę temu on chciał być zwykłymi przyjaciółmi. Ciekawe czy teraz zdaje sobie sprawę z tego, że właśnie przekreślił swoje starannie dobierane słowa, a ja po prostu poddałam się temu co czuję i czego chciałam już dawno doznać.
     Po raz kolejny przeszył mnie strach. Wstąpił we mnie ten demon, którego skrzętnie próbuję cały czas ukrywać pod przykrywką wrażliwości i wstydu. Oczywiście byłam właśnie najszczęśliwszą osobą na ziemi, ale...
     Właśnie, ale co? Czy to nie aby powinno być tak, żebym chociaż raz w życiu nie musiała martwić się o głupie konsekwencje? Zawsze wszystko na rozpiskę, jakieś planowanie przyszłości i rozdrabnianie każdej zaistniałej sytuacji. Carpe diem, Evie.
      W pewnym momencie zorientowałam się, że oddech Harrego ponownie stał się równomierny, jednak wcale nic nie mówił.
      Gdzieś w nadziei, że zasnął uniosłam wzrok, lecz jedyne co napotkałam to jego już mocno zmęczone zielone oczy. Twarz nie wyrażała niczego specjalnego, chociaż pozostało na niej coś z namiastki tej namiętności, którą dziesięć minut temu mi zaserwował.
 - Wiesz. - zaczęłam niepewnie i usiadłam na łóżku, lecz w jego postawie nie zauważyłam żadnej zmiany. - Będę szła do siebie, czy coś.
      Kiedy chciałam wstać szybko złapał mnie za nadgarstek i ułożył pod swoim ciałem. Przypatrywał mi się tylko przez dłuższą chwilę i pogładził mój policzek dłonią.
 - Myślałem, że jesteś bardziej cicha, a tu proszę, jednak nie. - zaśmiał się pod nosem triumfalnie, zupełnie tak jakby wygrał los na loterii.
 - Pozory mylą. Chyba.
      Uśmiechnął się patrząc w moje usta. Delikatnie, jakby bojąc się, że po tym wszystkim ucieknę gdzieś daleko, nachylił się nade mną i złożył na moich wargach delikatny pocałunek, który ponownie zaczął przeradzać się w szalony taniec naszych języków.
 - A z ciebie jest straszny zboczeniec. - wyrwałam się odzyskując trochę odwagi, którą odebrała mi uprzednia cisza.
      Usłyszeliśmy huk dobiegający z dołu. Louis wrócił z podróży.
 - Muszę spadać. Pewnie do mnie wpadnie do pokoju. - wyswobodziłam się z jego objęć, chociaż niechętnie i zaczęłam ubierać stanik.
 - Evie. - usłyszałam poważny ton jego głosu.
 - Tak?
 - Czy... czy to jakoś nam nie zaszkodzi? Nie chce, żeby między nami było źle.
 - Nie, w końcu sama się na to zgodziłam.
      Poczułam jak siada tuż za mną i subtelnie przesuwając dłonią po moim nagim ramieniu, delikatnie musnął je ustami.
 - Ciesze się, że cię poznałem. Nie chcę cię wykorzystać.
 - Śpij, jesteś chory, a się nadwyrężasz. - odparłam wychodząc z pokoju.
      Chociaż w tamtej chwili czułam się spełniona to trochę się bałam. Nie wiedziałam teraz, w którą stronę iść.


Liv.

06 czerwca 2013

CHAPTER 10: Sweet nothing.

~SOUNDTRACK~
*'It isn't easy for me to let it go
Cause I've swallow every single word
And every whisper, every sigh
Eats away at this heart of mine
And there is a hollow in me now.'

       Siedziałam w pokoju gościnnym, który obecnie zajmowałam w drewnianej, stylowej chatce.
       Moją głowę opanował niemiłosiernie świdrująco-pulsujący kac, a w uszach wciąż dudniały mi słowa mojego uchochanego, które przestrzegały mnie przed zakochaniem się w nim. Tylko, że to tak jakby już się stało i to na jego oczach. To przy nim to wszystko się działo, bo to przecież jego dotyk, zapach, głos... To wszystko sprawiało, że czułam się wspaniale i lekko, czasami zawstydzona, kiedy to mój puls skakał niesamowicie, zupełnie jakby tańczył kankana. Jednak to wszystko sprowadzało się do tego nowo odkrytego uczucia, które z każdym dniem podobało mi się coraz bardziej. Aż zaczęło boleć.
        Czy czasami nie jest też tak, że miłość boli? Idąc tym tropem można rzec, że zauroczenie tak samo może być nieprzyjemne, chociaż nigdy nie spodziewałam się, że i to może mieć taką stronę. Za długo żyłam w bajce ze szczęśliwym zakończeniem.
       Nie miałam ochoty na towarzystwo. Bałam się też stawić czoła Harremu, który zniknął gdzieś w nocy z mojego łóżka. Nie poczekał do rana jak zawsze, po prostu odszedł bez słowa. Może chociaż tak jak zwykle pocałował mnie w czoło, które właśnie odruchowo dotknęłam opuszkami palców lewej dłoni. Może tylko spojrzał i łapiąc się za głowę bezszelestnie wysunął się z pod kołdry, która szczelnie nas oplatała. Problem w tym, że nie pamiętam kiedy zasnęłam, co działo się po pocałunkach i pieszczotach, chociaż najprawdopodobniej po prostu przysnęliśmy. Oboje byliśmy mocno pijani.
     
'If being in love only made people more lonely, why would everyone want it so much?' 'You think you'll never be lonely again.'

       Uchyliłam drzwi i niepewnie wyszłam spoza czterech bezpiecznych ścian. W domku panowała cisza. Widocznie wszyscy wyszli nad jezioro i zostawili mnie samą z kacem mordercą, który już na szczęście powoli ustępował.
       W locie chwyciłam jabłko i owinięta szczelnie kocem wyszłam na taras. 
       Szybko wypatrzyli mnie wzrokiem z samego dołu i zaczęli zapraszać do wspólnej zabawy w wodzie. Tylko mi nie to było w głowie, więc grzecznie pokiwałam głową na nie. Wtedy też zobaczyłam jak brunet spogląda na mnie i zarzuca w tył swoje mokre włosy. Delikatnie się do mnie uśmiechnął i wrócił do wszystkich.
      Przymknęłam oczy, które lekko mnie zapiekły. Ślina, którą przed chwilą przełknęłam, dziwnie utkwiła mi w gardle.
       Po cholerę dziewczyno przeżywasz? Nie ten to następny.
       Usłyszałam jak drzwi frontowe się zatrzaskują. Ktoś wszedł do środka. Obróciłam się więc i weszłam do salonu opadając na fotel.
 - Dziewczyno, ciebie też tak boli głowa? - spytał Louis.
 - I to jak. - westchnęłam, a on usiadł po drugiej stronie ze szklanką prawdopodobnie Pepsi.
 - Fajnie wczoraj było. Szkoda, że już nam czas się tak skraca i trzeba będzie wracać. A ty jak się bawisz?
       Ułożyłam usta w prostą linię i wbiłam wzrok w ziemię. Nie byłam w stanie powiedzieć mu o wszystkim. Zresztą nie było sensu.
 - Ej, ej, coś jest nie tak. - przesiadł się obok mnie. - Co jest? Powiedz.
 - Nie chcę. Przynajmniej nie teraz, nie dopóki się to nie poukłada.
 - Chodzi o Harrego, prawda?
 - Powiedziałam ci, że nie będę rozmawiać!
 - Przepraszam, Evie. - położył mi rękę na ramieniu. - Jeśli jest coś co mogę zrobić to mi powiedz. To, że coś jest na rzeczy nie jest dla mnie już nowością i nic mi do tego. Po prostu nie chcę żebyś cierpiała.
 - Ale tak jest. - zerknęłam w jego oczy, lecz szybko zabrałam wzrok. - Idę się przejść, nie martw się i nie przesadzaj. Przeżyję.
       Widząc mój blady uśmiech Lou przytulił mnie do siebie i potargał za oba policzki. Widział jak chociaż trochę dodać mi humoru.
        W tym momencie do domu weszli pozostali. Cali mokrzy, zziębnięci i rozbawieni. Eleanor rzuciła się na Louisa i obdarowała go soczystym pocałunkiem. Bez słowa przyglądałam się całej akcji i momentalnie odwróciłam się ku drzwiom, gdzie napotkałam Kath.
 - Kacyk, co? - zaświergotała. - Nie martw się, nauczę cię jak sobie z tym radzić. Chcesz oglądnąć jakiś film? Właśnie o tym...
 - Nie, dzięki. Może później. - przerwałam jej.
       Całej sytuacji przyglądał się Hazza, który niby to stał i przecierał ręcznikiem włosy. Ciężko było mi nawet na niego nie spojrzeć, więc zrobiłam to i uśmiechnęłam się lekko.
       Wyszłam zamykając za sobą drzwi.
       Nogi poniosły mnie na pomost na którego końcu usiadłam. Stopami subtelnie muskałam prawie idealnie płaską taflę wody. Słońce chyliło się ku zachodowi, a mi zaczynało robić się coraz zimniej, jednak cisza, tak perfekcyjna, nie pozwalała mi odejść. Było mi zbyt dobrze.
       Od kiedy zaczęłam czuć coś do tego nieziemsko przystojnego chłopaka moje życie obróciło się totalnie w drugą stronę. Potem niby wróciło, a potem znowu postanowiło płatać mi figle. Zupełnie tego nie rozumiem. Jak takie uczucie może aż tak mocno mieszać w czymś życiu? To nienormalne. Ja o tym wiem, nie chcę pozwolić tej reakcji chemicznej zupełnie mnie owładnąć, ale to dzieje się zupełnie bez obecności mojej woli.
       Kiedy poprawiałam opadający mi z ramion koc, zobaczyłam sylwetkę, która bez skrupułów siadała obok mnie. Ocierał się o mnie ramieniem.
       Nie musiałam odwracać wzroku, bowiem dobrze wiedziałam, że był to Harry. Jedyny z naszej dwójki, który osobiście miał odwagę by przyjść i porozmawiać.
 - Przeszkadzam? - zabrzmiał wpatrując się w profil mojej twarzy.
 - Skąd, nie. - zmarszczyłam brwi i uśmiechnęłam się pod nosem. Odwzajemnił.
 - Długo dzisiaj spałaś, pijaczko.
 - Wypraszam sobie! Kto do mnie przyszedł z winem?! - skwitowałam odruchowo spoglądając na jego twarz.
      W tym momencie pożałowałam z dwóch powodów. Po pierwsze, zgubiłam się totalnie w jego zielonych oczach. Po drugie, zobaczyłam ten skupiony wyraz twarzy kiedy spuszczał wzrok. Znaczyło to, że w tym momencie tak samo jak mi, uaktywniły się w jego głowie wczorajsze wspomnienia.
 - Ale nie było tak źle, co?
       Miałam ochotę go spoliczkować. Nieświadomie, ale zdeptał wczoraj moje serce, które przed nim otwierałam. Przedwcześnie, ale to już się działo.
 - Nie, było całkiem przyjemnie. Jednak nie pamiętam kiedy przysnęłam.
 - Spoliczkowałaś mnie.
 - Co? - otworzyłam szeroko oczy, a on zaśmiał się głośno i przetarł policzek dłonią.
 - No tak. Pozwoliłem sobie na za dużo.
       Zaskoczenie, które tkwiło na mojej twarzy, zaczynało mieszać się z niedowierzaniem i ciepłym uśmiechem, który po części był przepraszający. Czyli to był powód dla którego tak szybko mnie opuścił.
 - Przepraszam.
 - Nie ma za co. Zasłużyłem sobie. - powiedział muskając moją dłoń. - Ja też przepraszam, bo przesadziłem.
       Nie byłam w stanie nic na to odpowiedzieć. Czy on na prawdę nie zdawał sobie sprawę jak bardzo tego pragnęłam? Każdego małego dotyku z jego strony i oddechu, który tak miło muskał moją skórę.
       Milczałam, a każda kolejna sekunda wprawiała mnie w coraz to mniej komfortowe uczucie.
 - Wiem, że to nagle, ale... Pamiętasz co ci powiedziałem?
 - Chyba tak. - mruknęłam bawiąc się palcami u dłoni. - Chodzi o to, że mam się nie zakochać w tobie, tak?
 - Mhm. - odpowiedział i złapał mnie za brodę kierując ją w swoją stronę. - Ja po prostu nie mogę. 
 - Nie oczekuję tego. Nie musisz ze mną o tym rozmawiać.
 - Ale chce. Dobrze wiem, że czujesz coś do mnie. - wymamrotał mocniej wbijając we mnie skupiony wzrok.
 - No i co? Nie chcesz nic, nie zamierzam się przez to kłaść pod pociąg. Zluzujcie! - odpowiedziałam ostrzej.
 - Evie, widzę jak się zachowujesz i nie chcę żeby była między nami taka atmosfera.
 - Jaka?
 - TAKA. - podkreślił, a mnie przeszły dreszcze pod wpływem tego mocnego głosu. - Zrobiłem błąd, że cię pocałowałem. Zrobiłem błąd, że pozwoliłem sobie się tak zbliżyć.
       Zabolało.
 - Przestań.
 - Nie, chcę wyjaśnić.
 - Ale to już się dzieje, nie rozumiesz?! I co ja mam ci jeszcze powiedzieć?! Nie martw się, niedługo zniknę. - odparłam odwracając wzrok ku niemu.
       Zobaczyłam tam namiastkę jakiegoś bólu, którego się nie spodziewałam. Przez lekko zaszklone oczy widziałam jak borykał się z jakimiś myślami. Pewnie byłam zbyt ostra, ale zupełnie nie rozumiałam dlaczego cały czas tak dziwnie się zachowuje.
 - Nie chcę tego.
 - Więc czego chcesz? - zapytałam ciszej. - Przepraszam, nie powinnam się unosić. Nie dość, że głupio mi o tym z tobą rozmawiać to jeszcze robię z siebie ofiarę. Harry, na prawdę...
 - Hej, spokojnie. Spójrz na mnie. Rozumiem cię i... Nie chcę cię tracić, po prostu... Poczekasz?
 - Na co?
 - Na mnie. - powiedział biegając oczami po mojej twarzy. - Teraz nic nie mogę ci dać. Nie jestem zdolny do bycia z kimś.
       Nie rozumiałam wtedy o co mu chodzi. Nie pojmowałam już co do mnie mówił, tak mocno gubił się w swoich zeznaniach.
        Nachyliłam się w stronę chłopaka, który zrobił automatycznie to samo. Nasze usta złączyły się w pocałunku krótkim, ale pełnym burzliwych emocji.
 - Po prostu bądźmy. - odpowiedział przytulając mnie do siebie. - Jak zawsze.


'I just wanna feel your body right next to mine
all night long.'**
 
       Tuż przed domem puściliśmy nasze splecione dłonie. Wszystko było w porządku, tak jak zwykle.
       Nie mogłam oczekiwać od niego tych wszystkich wyjaśnień. Przecież już kiedyś pogodziłam się z tym, że nie będziemy razem. Gorzej z wypadkami losowymi, takimi jak wczorajszej nocy, które ściskały moje serce. Od teraz koniec wyładowywania się w otoczeniu bezbronnych ludzi.
       W salonie cała trójka nadal oglądała film. Kiedy weszliśmy zapanowała cisza, którą blondynka chyba mało rozumiała.
       Kiedy miałam już obracać się w drugą stronę, jak zwykle po ważnych rozmowach uciekając do pokoju, Hazza złapał mnie w tali i pociągnął w stronę kanapy. Nie odpowiedziałam i posłusznie usiadłam tuż obok Louisa. Uniósł jedną brew i z uśmiechem wpatrywał się w moją twarz. Poklepałam go tylko po przegubie dłoni, którą trzymał na popcornie. Tuż obok mnie zasiadł on, moja zmora zaszyta w sercu.
 - Nie uciekaj od razu. - powiedział i w ciemności objął mnie ramieniem.
      Właściwie było mi dobrze, gdyby nie to, że niezauważalnie ciągle mnie ranił. Chciałam tego dotyku, ale wiedziałam, że nie jestem jedyna. Nie byliśmy razem.
 - Dobrze, postaram się.
 ***
           Po skończonym filmie wszyscy zaczynali się rozchodzić. Kath, która zasnęła na kanapie została przeze mnie przykryta kocem.
      Już jutro wracaliśmy do domu. Kath błagała nas o jeszcze jeden dodatkowy dzień razem, na co wszyscy się zgodzili. Grzecznościowo dołączyłam zgadzając się czym zaskoczyłam Eleanor i Harrego.
 - Widzę, że trochę zeszło ci to dąsanie? - usłyszałam ciepły głos Louisa.
 - Nie dąsałam się.
 - Jak tam sprawy?
 - Normalnie. Jest tak jak było, czyli nijak. Przepraszam, że się tak zachowywałam, nie powinnam była. Nieświadomie to wychodziło.
 - Wiem, nie martw się. Cóż, kto to wie co będzie. - uśmiechnął się i odszedł w stronę swojej sypialni.
       Zgasiłam światło zostawiając śpiącą Katherine.




 Calvin Harris ft. Florence Welch - Sweet Nothing*
 Selena Gomez - Slow Down**
 
__________________________________________________
Wybaczcie, że krótkie. Ten rozdział jest wyjątkowo nudny i głupi, ale nadrobię. Miałam już to dodać ponad pół godziny temu, ale nic nie przychodzi mi do głowy. To jest najgorsze. Następny dodam w poniedziałek. Spróbuję to nadrobić jakoś, a muszę odwiedzić jeszcze blogi.

Liv.